Legendy Magii Cienia

Zguba wioski Gallan

Niegdyś Żelazne Imperium rozciągało się poprzez wszystkie zakątki znanych Krain Morza Grozy. Poza jego granicami znajdowały się tylko nieznane ziemie, nie warte uwagi cywilizowanego świata. Zandor był jego częścią, jednak teraz czasy się zmieniły, Imperium rozpadało się, a wielka prowincja padła łupem Valków, nomadycznych plemion z bezkresnych stepów. Ich inwazja załamała się i pozostawiła tereny na wschód od Żelaznych Gór praktycznie bez władzy. Wiele wiosek i osiedli ludzi cywilizowanych zostało porzuconych, a ich mieszkańcy ruszyli w poszukiwaniu lepszego życia bliżej Faberterry, centrum świata. niektórzy jednak zostali zadowoleni, że imperialni poborcy podatkowi, ani łupieżcy Valków ich już nie nękają.
Gallan przez chwilę prosperowała lepiej niż jej najstarsi mieszkańcy pamiętali. Ze zbiorów pozostawało im więcej niż mogli zużyć lub zaoszczędzić, a kupcy oferowali im lepsze ceny, gdy nie mieli na głowie podatku i cła Imperialnego. Szybko jednak zrozumieli, że ich podatki nie szły na marne. Pierwsze grupy bandytów pojawiły się i zaczęły zdzierać z nich więcej niż Imperator kiedykolwiek chciałby zażądać od tak małej wioski. Zabierali im ciężko zarobione pieniądze i większą część zbiorów i hodowli. Dla mieszkańców Gallan nastały ciężkie czasy, ale nic nie przygotowało ich na nadejście Napiętnowanych Diabłów.

Danima obudziła się wcześnie i wyszła zająć się swoją Mućką. Jej mąż poszedł do studni po wodę, aby mogła ugotować owsiankę na śniadanie. Słońce dopiero co wstawało osrebrzając zielone wzgórza. Jej córka i zięć od wczoraj nie wrócili z polowania. Jarra, dziewczyna z sąsiedztwa, tuliła jej wnuczkę i nuciła jej. Osesek płakał. Gdyby nie to Danima wcześniej usłyszałaby stukot kopyt czarnych rumaków Napiętnowanych diabłów.
Zobaczyła ich po raz pierwszy spoglądając na drogę spod krowiego brzucha: grupę jeźdźców w czarnych żelaznych pancerzach. Ich głowy osłaniały hełmy o przyłbicach wyrzeźbionych w ohydne podobieństwa demonów i zwieńczone spiralnymi rogami baranów. Ich konie były czarne. Od razu jednak rzuciło jej się w oczy, że niektóre z nich były tylko tak zabarwione mułem z Gorczyki, rzeki płynącej w stronę Jalizzaru.
W tym momencie uświadomiła sobie, że minął ponad tydzień od końca żniw i jesień wkradła się w życie mieszkańców Gallan, a ich poprzedni ciemiężcy nie przybyli po swoją część. Potarła pomarszczone czoło dłońmi wciąż tłustymi od wymion Mućki. Czekała ją kolejna trudna rozmowa. Będzie usłużna i powie, że oddadzą wszystko, tylko by ich zostawili w spokoju. Potem powie, że lepiej będzie, jeśli pozwolą im zatrzymać dość, aby mogli przeżyć. Po dyskusji o tym ile dokładnie wieśniacy z Gallan potrzebują w końcu nowi ciemiężcy odejdą zadowoleni, że nie musieli się napracować dla swoich łupów.
Nie spodziewała się, że nic nie będzie już takie samo.

Na środku ich wsi obok spichlerza stała ogromna wieża ciśnień – przeżytek starego Imperium. To w jej cieniu stanęła Danima i inni starsi wioski, aby rozmawiać z Napiętnowanymi Diabłami. Było ich więcej niż którychkolwiek z innych bandyckich grup. Prawie czterdziestu jeźdźców. Ich dudniące głosy rozniosły się po całej wiosce, a ich żądania były przerażające i nie do zaakceptowania. Nie chcieli Srebrnych Księżyców, ani części zbiorów, nie chcieli nawet chaty pełnej najpiękniejszych dziewcząt z Gallan, ani alkoholu z krzewu pijanicy. Napiętnowane Diabły przedstawiły się. Zaraz po tym zabiły dwójkę mężczyzn stojących przed Danimą. Zanim zdążyła zrozumieć co się stało, jeden z Diabłów przemówił.
- Połowa waszych mężczyzn zdolnych do pracy pójdzie z nami – jego głos był zniekształcony przez maskę. Nastąpiła długa pauza. – Albo połowa waszych kobiet zginie.
Kolejna para mężczyzn zginęła zanim starszyzna Gallan zgodziła się na propozycję Diabłów. Było losowanie – biały kamień był szczęśliwy, a czarny nie. Ostatecznie nikt nie stawiał oporu większego niż płacz kobiet i dzieci. Napiętnowane Diabły wywiozły połowę mężczyzn, w tym męża Danimy, o świcie następnego dnia. Kończyła doić Mućkę obserwując jego owłosione plecy wleczone za koniem jednego z Napiętnowanych Diabłów. Nie była w stanie zrobić nic więcej niż podjąć rutynę swojego życia i pomyśleć: “To tyle. To będzie dobry rok po tym wszystkim. Musi być.”

Wkrótce musiała zmienić zdanie. Jej córki i zięcia nie znaleziono. Albo nie żyli albo zostali zabrani z mężczyznami.
Tydzień później napiętnowane diabły wróciły. Tym razem zabrały konie i woły, żywność i wozy z beczkami z wodą. Na koniec odkryły zapas jagód Pijanicy. Dudniącymi głosami obwieściły, że wrócą za pięć dni, jagody i wóz z wodą mają być gotowe, a do tego reszta mężczyzn.
Starszyzna omówiła sprawę i postanowiła wysłać Danimę i Omera do Złotej Przystani i zdobyć pomoc od strażników dróg lub jakiegoś kupca, który użyczyłby im swoich ochroniarzy. Omer od razu stwierdził, że to się nigdy nie stanie, ale poszedł mimo to.
Nie udało się. Nikt nawet chciał ich wysłuchać.
Wrócili i razem z resztą przygotowali się na koniec wyznaczonego im czasu. Napiętnowane Diabły przybyły i zabrały pijanicę, wodę i mężczyzn. Przez chwilę kobiety stały z mieszaniną ulgi, że to już koniec i strachu o przyszłość. Oprawcy wioski Gallan zmiażdżyli obie te emocje. Ich dudniące głosy zapowiedziały, że wrócą za tydzień i zabiorą wszystkie kobiety. To miał być koniec wioski Gallan.

- Mówiłam, że to będzie nudna historia – podsumowała Nevaria.
- Ale przyszłaś tu. Co się zmieniło? – Remleus miał ton pozbawiony emocji. “Żołnierz zbierający informację przed bitwą,” pomyślała Danima.
- Jeśli jest łomot do spuszczenia, to wchodzę w to – Nanoc był bardziej niż lekko pijany, więc jego słowo niewiele znaczyło. Druga osoba, która się odezwała również nie wzbudziła wiele zaufania.
- Pomogę wam – Nonariel od jakiegoś już czasu stała oparta o ścianę przy ich stoliku sącząc piwo. Mieszkańcy Zandoru za dobrze jeszcze pamiętali najazdy Valków, aby Danima chciała zaprowadzić srebrzysto-włosą Valkirię do swojej wioski. Odpowiedziała tylko Hoplicie.
- Zebrałyśmy trochę pieniędzy i kosztowności – wyraz wstydu na jej twarzy sugerował, że mieszek choć sporawy nie zawierał wielkiej wartości.
Vojto pochwycił go i otworzył. Z zaskoczeniem wysypał go na stół. Szybko odrzucił na bok kilka rzeczy i monet, a resztę zrzucił na podłogę.
- Koło stówy może tu być – stwierdził profesjonalnym tonem rzeczoznawcy i najwyraźniej stracił zainteresowanie sprawą.
- To nie warte szwędania się po zadupiach Zandoru – dodał Szczerbata Czaszka.
- Ja za to pomogę za sto srebrnych księżyców – kolejna postać wyłoniła się z cieni karczmy. To był Alchemik w swoim czerwonym płaszczu.
Danima oceniała swoje szanse. Arystokratki wyraźnie nie miały zamiaru pomóc, ale równie dobrze zrozumiała, że Remleus im nie służy. Trzy osoby – barbarzyńca, Valkiria i Alchemik – zgodziły się pomóc. Ale to były nie właściwe osoby. Dwaj towarzysze Hoplity nie zgodzili się, a to przesądzało sprawę.
Remleus patrzył na nią spokojnie. Jego brązowe włosy były oklapłe od potu – poranek był parny i zapowiadał burzę. Pierwsze ślady zarostu pojawiły się na jego twarzy, a nieprzespana noc odbijała się pod jego oczami. Zielone, kolor nadziei. Jednak powolny ruch jego głowy prawie pozbawił ją nadziei. Tym razem jednak nie przybyła tutaj, aby odnieść kolejną porażkę.
Jarra dotychczas stała przy drzwiach starając się nie rzucać w oczy. Była zgarbiona i cicha. Z łzami w oczach przysłuchiwała się słowom Danimy. Teraz na jej skinienie podeszła do stołu, przy którym siedziało już wszystkich ośmioro porannych klientów Złotej Przystani. Stanęła przed nimi ze spuszczoną głową. Danima podniosła jej podbródek.
Vojto rozpoznał ten ruch. Na targach Jalizzaru tak właśnie prezentowali niewolników na sprzedaż. Zazwyczaj jednak byli mniej delikatni i używali trzonku bicza do tego. Zrozumiał jej ofertę natychmiast. W jakimś odruchu postanowił oszczędzić Danimie wstydu składania jej.
- To już może się opłacać – zwrócił się do Szczerbatej Czaszki. – Możemy za nią dostać dwa tysiące. Cztery, jeśli jest dziewicą.
Jego ton rzeczoznawcy nie od razu dał wszystkim do zrozumienia o co chodzi. Danima jednak nie zaprzeczyła jego słowom. Pierwsza odezwała się Ashtariae.
- Przydałaby nam się niewolnica.
Navaria potwierdziła skinieniem głowy.
Danima zrozumiała, że zdobyła już prawie wszystkich. Wyraz twarzy Remleusa stwardniał jednak, a jego głowa opadła. Do obrony wioski nie potrzeba było losowej zbieraniny siedmiu pijaczków, niezależnie jak groźnie wyglądali. Kobiety z Gallan potrzebowały żołnierza z prawdziwego zdarzenia, potrzebowała kogoś, kto da im nadzieję i poprowadzi przeciwko zastępom Napiętnowanych Diabłów. Bez Hoplity wszystko było stracone.

Comments

Witold_Fiore_Hess Witold_Fiore_Hess

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.