Legendy Magii Cienia

Utnę ci język

czyli jak nie rozmawiać z królem

Głupią myślą było, że można nas od tak do czegoś zmusić. Nawet nie zauważyłam, kiedy obok mnie przeleciał stół, a na ziemi, pojękując, leżało trzech żołdaków. Chyba umierali. Zresztą – czy to ważne? Pozostali stali, mocno skonsternowani i chyba chcieli o coś prosić. Nanoc otrzepał niewidzialny pyłek ze skóry i spojrzał na nich wyzywająco: “Chyba już nie chcecie się bić?”
Nie chcieli. Mieli nas przyprowadzić do księcia Ronco, średniego syna króla Eku i, jak nam się wydawało, najbardziej niebezpiecznego.
Po burzliwej (jak zawsze) naradzie zdecydowaliśmy, że pójście tam całą grupą jest niebezpieczne. Ja i Nanoc mieliśmy się spotkać z Ronko i przekazać reszcie drużyny jego prośby, czy raczej żądania.
Dotarliśmy do zamku w eskorcie jednego z ludzi króla. Niekompetentny to najłagodniejsze słowo, jakie przychodziło mi na myśl. U nas, w Tricarnii, takiego sługę chłosta się i daje na pożarcie psom, bo nie zasługuje nawet na to, by ofiarować go Bogini.
Powinnam jednak przemyśleć czy i w jaki sposób zakomunikować to królowi. Okazuje się, że tutejszym władcom nie można zwrócić uwagi na nieużyteczność i bezmyślność poddanych. Potem już eskalowało szybko. Nawet nie wiem, kiedy padły ostrzejsze słowa… Ale padły, i to całkiem sporo. Zanim się zorientowałam już prowadzono mnie do celi. Biedny Nanoc nic nie mógł zrobić – nawet z jego nieziemską siłą i moim zapasem mocy Hordan, nie bylibyśmy w stanie wydostać się z pałacu. Cóż, za głupotę się płaci. Zdążyłam jedynie posłać Nevermore’a, by powiadomił pozostałych. Czarne skrzydła, czarne wieści… W głowie kołatało mi się tylko jedno zdanie wypowiedziane przez Ronca: “Gdzie jest valkiria, gdzie Nonariel?”

Straciłam chyba na chwilę przytomność. Obudziłam się w cuchnącym, ciemnym miejscu. Strop, podłoga i ściany wykonane były z kamienia, po ziemi walała się nieświeża już słoma, wielkie, stalowe drzwi zamknięte były od zewnątrz chyba na skobel. Albo i sztabę. W każdym razie nie wyjdę… W takich sytuacjach jedyną sensowną czynnością, która może pomóc jest modlitwa. Bogini, jeśli nadal darzy mnie łaskami, usłyszy, wysłucha. Skoncentrowałam całą wolę, żeby ją wezwać i poczułam… coś dziwnego, nienaturalnego, coś, czego nie powinno tu być. Mówiono nam o tym w trakcie edukacji w Pałacu Książąt, mówiono o jego charakterze i mrocznej mocy, o nienawiści, o zdradzie… To musiał być on, Starkadh, Duszodzierżca, który spał i ponad tysiąc lat śnił swój sen, zesłany przez Hordan. Aura Boga była tak potężna, że wypchnęła mi powietrze z płuc. Zatchnęłam się, podniosłam oczy. Stał przede mną w całej swej okazałości i grozie, połyskując jarzącymi się w mroku ślepiami. Pokornie skłoniłam głowę, przywitałam go. Zdziwiony, że go rozpoznałam pozwolił mi mówić. Znam mniej więcej historię uśpienia Starkadha, wiem, że Hordan go uśpiła, a o jego losie ma zdecydować ktoś z linii Salkarii. W komitywie z Bogiem król Eku może być niezwykle groźnym przeciwnikiem.
Co dziwne, Starkadh wysłuchał mnie. Został obudzony przez Massimo Botero. Zgodził się mnie uwolnić, uznał, że mogę być potrzebna… W zamian zechciał, żebym ofiarowała mu jedną, tylko jedną rzecz.

Comments

Witold_Fiore_Hess d00mka

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.