Legendy Magii Cienia

Barbarzyńcy się spotykają

Jak wszystkie przygody, nasza historia zaczyna się, gdy jej bohaterowie nie wiedzą, że się zaczyna. Dla nich może to być kolejny wieczór ich normalnego życia. Rzecz ma się jednak tak, że… aha, no cóż sami zobaczcie.

W miejscu gdzie Imperialna Droga wpada do Żelaznego Traktu panuje bezustanny ruch. Skrzyżowanie to łączy trzy ogromne ośrodki miejskie. Od zachodu, za Żelazną przełęczą – Faberterrę. Od południa – Ekul. I od północy – Jalizzar. Na wschód od tego skrzyżowania znajduje się Zandor. Jeszcze sto lat temu mogłaby to być część cywilizowanego świata, jednak od najazdu Valków większe osiedla opustoszały, pozostałe ludy zamieszkujące te tereny wróciły do pierwotnych zwyczajów. Jednak na skrzyżowaniu wspomnianych dróg stoi, jak najbardziej Imperialna i cywilizowana karczma.
Jest to doskonale utrzymany przybytek o nieposzlakowanej reputacji i ustanowionej liście stałych klientów. Choć już od dekad nie był on celem ataków bandytów, to wciąż utrzymuje w nienagannym stanie prawie dwumetrowy kamienny mur. Wewnątrz niego znajdują się oczywiście stajnia mieszcząca ponad trzydzieści koni i wozownia na niecałe dwa tuziny powozów. Jest tam również kuźnia, Imperialna poczta, pomniejszy dom wag i stanica Imperialnych strażników dróg. Wszystkie te przybudówki są przytłoczone przez centralny budynek. Złota przystań jest bowiem trzypiętrowym kolosem na planie kwadratu o kamiennej podbudówce. Najwyższe piętro jest oczywiście zarezerwowane dla najlepiej płacących. Na drugim również znajdują się pokoje. Choć mniejsze i gorzej wyposażone, to jednak równie czyste i zadbane. Pierwsze piętro to wspólna sala. Ku zgrozie wielu, którzy spędzili wieczór na ostrej popijawie, nie śpi się tam na podłodze, ale na piętrowych łóżkach. Oczywiście miejsca dla tych, którzy już po drabince nie dają rady się wspiąć znajdują się przy kominku na parterze lub w stajniach, jeśli wcześniej pokalali oni swoją godność.
Początek lata u stóp Żelaznych Gór sprawia, że pogoda jest kapryśna. Tego wieczoru jest ciepło i wilgotno, co zwiastuje burzę. Złota Przystań jest pełna aż po brzegi. Główną salę wypełnia radosny gwar i śmiech klientów. Choć w środku jest nieznośnie gorąco i duszno, to wszyscy wolą to niż towarzystwo krwiożerczych komarów i parujący od gorąca smród ze stajni. Większość tłumu, to obsługi karawan kupieckich – twardzi mężczyźni, o prostych potrzebach. Kilka jednak osób wyróżnia się z tłumu.
W kącie siedzi mężczyzna w błyszczącej zbroi. Jego tarcza i włócznia – znaki hoplity Żelaznej Falangi – są oparte o ścianę obok. Towarzyszy mu dwóch zupełnie innych typów. Jeden wyraźnie pochodzi z Ludu Kurhanów. Gdyby jego wygląd i ubranie o tym nie świadczyły, to zwyczaj rozmawiania z czaszką wskazywałby na to, że jest czarnoksiężnikiem. Drugi, ubrany w wygodny strój podróżny, nie wydaje się wyróżniać z tłumu. Widać jednak, że zachowuje czujność. Mimo spokoju na sali, jego oczy wciąż błądzą. Prawdopodobnie w poszukiwaniu zbyt ciężkich mieszków. To nie jest trio, z którym ktokolwiek z obecnych chciałby zadrzeć.
W Zandorze Valkowie nie są rzadkim widokiem. Jednak samotna kobieta z tego ludu wzbudza podejrzenie. Zwłaszcza jeśli odpracowuje w kuchni swój wikt i opierunek. Kto wie co, czi sie w jej przeszłości i przyszłości. Może została wygnana za jakąś zbrodnię. Może jednak jest na misji od swojego wodza lub króla. Lub podróżuje w głąb Imperium w poszukiwaniu zemsty.
Kolejną postacią wyróżniającą się z tłumu jest półnagi barbarzyńca. Wygląda na mężczyznę z plemienia Nordów. Wybrał stolik poganiaczy mułów, którzy wydawali się pić najciężej i jeść najwięcej. Nie mieli oni dość odwagi, żeby mu odmówić, ale nie żałowali tej decyzji później.
Uważny obserwator zauważy też, że tłum zachowuje się inaczej wokół jednego ze stolików na sali. Zupełnie jakby wszyscy starali się go omijać z daleka. Tam, przy zgaszonych świecach i okryty kapturem siedzi tajemnicza postać. Nikt nie śmie nawet zgadywać, kim on jest.
Jednak tego wieczoru, mimo tych wszystkich osobistości na sali, wzrok mężczyzn przyciąga para zajmująca jeden z małych stolików w centrum sali. Ich piękno oraz wyszukane stroje bardziej pasują do bogatych kupieckich domów lub arystokratycznych pałaców. Mimo że każdy chciałby spędzić z nimi choć chwilę, to nikt nie ma odwagi do nich podejść. Jak jeden mąż przechwalają się, że zaraz to zrobią i od jednego “założę się, że nie” do kolejnego “jesteś tchórzem” i “ty pierdoło”, pięści idą w ruch.

Comments

“…to zwyczaj rozmawiania z czaszką wskazywałby na to, że jest czarnoksiężnikiem” czarnoksiężnikiem proszę zamienić na wariatem – bardziej pasuje:)

Barbarzyńcy się spotykają
Witold_Fiore_Hess Witold_Fiore_Hess

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.