Legendy Magii Cienia

Baleron

Związałem ją tak, że żaden mistrz kinbaku by się nie przyczepił. No mucha nie siada. Tak związana zresztą sama też nie usiądzie, hehe. Nie nawieje nam, chyba że rzeczywiście jest zrobiona z tego śluzu i ma w planach się w niego zamienić. Każdy chce stąd wyjść, ale jakoś nikomu nie chce się jej nosić. Na szczęście, nie tylko z imion podobne są do tych panienek z Faberterry, ale ich figurze też nic nie brakuje, więc dźwigania za wiele nie ma, hehe. Ach, Faberterra, musimy to kiedyś z Vojto powtórzyć… Następnym razem to on ma stawiać, ale coś mu tak z oczu patrzy, że się tego nie doczekam. Ogólnie, to znam ten typ z wojska, patrzy w te monety jak ta pizdooka sroka od pani Nevarii.

Idziemy tak sobie spokojnie do naszej łajby, nie wadząc nikomu, no może trochę tym kilku setkom druidek, które się właśnie zbierają do wojny z nami w nosie kałamarnicy. Aż tu drą się, że ktoś nas śledzi. Ja to tam ogólnie nikogo nie widziałem, ale jak Bao Min się puścił pędem w krzaki to jego też nie widziałem. Nie wiem gdzie on sie tak biegać nauczył, ale jakbym miał takich chętnych do szarżowania w oddziałe to bym teraz po tych zadupiach się nie musiał włóczyć. Ogólnie, chujnia. “Nie rozdzielać się krzyczę” bo widzę, że już Nonariel i Vojto biegną za Bao Minem. Kurwa, przecież sam z nastolatką i panią Nevarią w środku lasu z baleronem na rękach zostałem. Ogólnie, to mi się to nie podoba, śmierdzi ściemą. Słyszę jak Ci się tam drą, że małe ludki ze strzałkami ze świnskich piszczeli atakują i że to zasadzka, rzucam baleronem na ziemię i już mam tam za nimi w las biec kiedy Jarra sie drze, że własne problemy mamy, a

sama skubana znika. Nie wiem nawet kiedy ona się tego nauczyła, ale jak na moje to albo jej stary, albo stara takimi skromnymi wieśniakami nie byli.

Wyciągam miecz i patrze czy te krasnale gdzieś ze mchu nie wystają, ale jak ich nie widziałem tak ich nie widzę. Jarra mówi mi, że jakichś 5 niewidzialnych typów nas podchodzi. No przecież zaraz skisnę,łazimy po wielkiej, śpiącej kałamarnicy, na której plecach wojnę toczy kilka setek dziwek z kilkoma setkami łysych krasnali, połowa wyżera jakiś szajs z nosa mięczaka, a druga połowa chce jego zaschniętej krwi. A teraz jeszcze się okazuje, że są tu niewidzialni marynarze z niewidzialnym czarodziejem, a tak w ogóle to chyba kurwa tylko ja nie umiem znikać na zawołanie. Gdy tak rozmyślam widzę, że baleron nagle zaczyna lewitować, oj co to to nie. Nie będą mnie tu niewidzialne ludziki podbierać związanych panienek. Machnąłem na odlew tuż pod baleronem i słyszę, że coś mlasnęło, ale baleron nie upadł. Już biore drugi zamach, żeby poprawić chamowi, gdy czuje jak coś mnie krępuje i unieruchamia. No co do chuja, niewidzialne ludki, niewidzialne przedmioty. Pani Nevaria macha rękoma do jakiegoś czary mary, ale ewidentnie sobie nie radzi, Jarra modli się się do swojego boga, a baleron zaczyna spieprzać w las, no luuuudzie, mam nadzieję, że chociaż reszta przetrzebiła krasnale, bo nam się tu ewidentnie nie potoczyło po myśli.

Wyplątać się z sieci nie jest łatwo, z niewidzialnej to już w ogóle sam bym sobie nie poradził. Dobrze, że mi dziewczyny pomogły. Podobno reszta złapała jednego z tych niewidzialnych marynarzy. Kutasa bym najchetniej od razu do piachu załadował. Ale pani Nevaria wspomina, że ona ogólnie preferuje bardziej humanitarne rozwiązania. Jak tak ostatnio powiedziała o pigmeju to rzeczywiście po chwili pouczającej rozmowy sam na sam wypuściła go wolno, musiał ale dostać kopa w tyłek, bo tak dziwnie biegł. Tak czy inaczej, facet nam tu opowiada, jak to nawiał od tego złego czarnoksiężnika i eskadry, bo nie chce, żeby Krakenowi dzida z głowy wypadła, taki jest obrońca zwierząt, a tamci to niby zabić go chcą. Śmierdzi facet kłamstwem tak, że znowu mam ochotę go na miejscu do piachu posłać, ale wygląda na to, że idzie z nami. Kłócą się o to gdzie go bierzemy, czy do statku czy do dziwek, czy do czarnoksiężnika. Ja to bym chyba z tego wszystkiego panienki wolał, hehehe. Bao Min gościa też nieźle przewiązał. Muszę przyznać, że trochę jestem pod wrażeniem, a troche się martwię co oni tam w tym klasztorze robią, tyle chłopów zamkniętych w jednym domku. Ale ogólnie to chyba jestem pod wrażeniem. Decyzja zapadła, trochę nie wiem gdzie idziemy, ale trudno, tym razem pójdę z tyłu. No i oczywiście co jak co, ale tego balerona to nie niese!

Comments

Witold_Fiore_Hess monthy

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.