Legendy Magii Cienia

Obrońcy przybywają do Gallan

Wyruszyli w południe. Tylko część z nich miała konie, a reszta podróżowała pieszo. Nanoc i Danima szli przodem. Barbarzyńca śpiewał sprośne piosenki i po każdej zwrotce wybuchał dudniącym śmiechem, jakby to właśnie był jej refren. Za nimi jechały kobiety. Ich rumaki były równie pięknie przyozdobione, jak one same. Jarra trzymała się trochę z boku dosiadając muła. Ashtariae tłumaczyła coś jej zawzięcie. Kilka kroków za nimi trzymała się Valkiria. Dziwnym było obserwować jedną z dumnego ludu jeźdźców podróżującą na piechotę, gdy inny dosiadali rumaków. Vojto i Szczerbata Czaszka z trudem dotrzymywali jej kroku bezskutecznie próbując nawiązać jakąś lekką rozmowę. Kolumnę zamykał Remleus. Dosiadał ogromnego czarnego rumaka. Nie ściągnął pancerza. Tarczę przewiesił przez plecy, włócznię oparł na strzemieniu. Hełm trzymał przed sobą na łęku siodła. zarówno on, jak i jego koń byli przyzwyczajeni do tego dodatkowego ciężaru.
W nocy Hoplita nie deklarował się, że pojedzie z resztą grupy. Gdy jednak wstawali i przygotowywali się do drogi, on już czekał na dziedzińcu ze swoim rumakiem i mułem. Większość grupy cierpiała z powodu ciężkiego kaca i po prostu założyła, że Remleus zgodził się jeszcze w nocy. Danima jednak z początku była zbyt zaskoczona, aby uznać to za prawdę. Uwierzyła, dopiero gdy kazał zejść Szczerbatej Czaszce z muła i delikatnie posadził na nim Jarrę.
Część Zandoru, przez którą podróżowali, stanowiły w większości łagodne wzgórza pokryte wysoką zieloną trawą. W wielu miejscach ponad wzgórzami wznosiły się korony liściastych drzew. To nie był las, ani nawet jego zapowiedź. Drzewa rosły samotnie w zagłębieniach między wzgórzami. Wyrastały ogromne. Pnie miały grube, konary rosły obfite, a ich drewno było twarde. Ludzie od dawna używali go do budowania domów. Nigdy jednak nie ścinali samych drzew, aby konary mogły odrosnąć, a ich dzieci budować z nich domy. Owoce tych drzew były podłużne, różowawe i tak słodkie, że zjedzenie całego przyprawiało o wymioty. Nazywane je wiecznymi drzewami lub drzewami króla.
Jedno z tych drzew dało schronienie podróżnikom w popołudniowy skwar. Danimie nie podobało się, ani powolne tempo, w którym się poruszali, ani ten postój. Dzień jednak był upalny i suchy. Słońce świeciło niemiłosiernie, na niebie nie było ani śladu chmury, żaden powiew nie poruszał okolicznych traw. Dalszy marsz w tych warunkach byłby bezcelowy.
Arystokratki bawiły się świetnie urządzając sobie niewielki piknik, przy którym Jarra musiała im usługiwać. Nanoc zjadł udziec barani prawie go połykając potężnymi kęsami i teraz drzemał oparty o pień. Szczerbata Czaszka przykucnięty rozmawiał z czaszką swojego dziadka. Vojto ostrzył swoje sztylety. Remleus i Nonariel zajmowali się końmi. Drzewo miało dość rozłożystą koronę, aby cały ich mały pochód zmieścił się w jej cieniu.
Po chwili Danima podeszła do Hoplity.
- Powinniśmy ruszać – próbowała go ponaglić.
- Jest za gorąco. Nadrobimy wieczorem – jego ton nie zostawiał miejsca na dyskusję. W jego oczach zobaczyła tylko pogardę. Już miała odwrócić się i odejść, ale nagle zapytała.
- Dlaczego pojechałeś z nami? Dlaczego pomagasz nam?
- Nie jestem tu, aby pomóc wam. Jestem tu, żeby pomóc jej – ruchem głowy wskazał na Jarrę. – Kiedy wasza wioska będzie już bezpieczna i cała, to co stanie się z nią?
Oboje wiedzieli, że Krainy Morza Grozy nie są dobrym miejscem dla młodych i pięknych niewolnic. Ale szlachetni i bogaci nie mieli pojęcia, do czego zmuszała bieda i desperacja. A tak naprawdę jego słowa, potwierdzały tylko słuszność decyzji, którą podjęły kobiety z Gallan. Gdyby nie zdecydowały się sprzedać Jarry za swoje bezpieczeństwo, to nikt by im nie pomógł.
- Dziękuję bogom i duchom, że postawili cię na jej drodze – powiedziała kłaniając się.

Wyruszyli w dalszą drogę niedługo później. Słońce minęło zenit i rozpoczęło wędrówkę w dół nieboskłonu, od zachodu czuć było lekki wietrzyk, a na horyzoncie pojawiły się pierwsze śnieżnobiałe obłoki. Do wieczora pogoda była znośna dla podróżnych.
Słońce powoli zachodziło, a księżyc wstawał, gdy kobiety jadące na przedzie zatrzymały się pod kolejnym Wiecznym Drzewem. Nanoc podążył za ich przykładem.
- Ogólnie to, co wam się wydaje, że robicie? – Hoplita górował nad wszystkimi na swoim czarnym rumaku.
- No cóż, jest wieczór. Kolacja, wino i spać – Ashtariae mówiła powoli, jakby zwracała się do dziecka.
- Nie będziemy tracić dobrych godzin – odpowiedział Hoplita. – W tym terenie i przy tej pogodzie, ogólnie podróżuje się do zachodu księżyca, a nie słońca. Wsiadajcie na konie i ruszamy.
- Po pierwsze, – rozpoczęła Nevaria – moja szlachetna towarzyszka ma rację. Po drugie, kto umarł i powiedział, że możesz nam rozkazywać?
Hoplita zsiadł z konia i spojrzał z góry na obie kobiety. Byłoby to pewnie bardziej efektywne, jeśli za nimi nie stałby półnagi barbarzyńca, który był od niego o głowę wyższy i dorzucił swoje trzy miedziaki.
- Właśnie, nikt nie rozkazuje Nanocowi, oprócz Nanoca.
- To było bystre – głos Nonariel ociekał sarkazmem. – Hoplita ma racje. Ruszamy.
- Nie będziemy jechać po nocy – Ashtariae kontynuowała swoją taktykę mówienia, jakby tłumaczyła coś dziecku.
Remleus odpowiedział znowu rozkazującym tonem. Nonariel poparła go sarkazmem, a Nanoc odpowiedział groźbą popartą uniesieniem kafara. Vojto szybko znalazł się u boku Hoplity. Danima próbowała się wtrącić, ale gdy Nonariel dobyła miecza sprawy zaczęły szybko przybierać groźny obrót. W mniej niż minutę prawie każdy krzyczał i miał w ręku broń. Tylko Alchemik i Szczerbata Czaszka rozglądali się uważnie naokoło, jakby szukali drogi ucieczki.
Wyglądało na to, że nadzieja wioski Gallan zaraz zarżnie siebie nawzajem. Jeszcze chwila, a wzgórza Zandoru nie zasłałby ciała Napiętnowanych Diabłów, ale ósemki ludzi, którzy pokłócili się o czas postoju. Metal zabrzęczał o metal, gdy Remleus zbił miecz Ashtariae, który próbowała podetknąć mu go pod nos. W momencie, kiedy mieli się na siebie rzucić, nie zważając na ostrza, między nich weszła Jarra. Była blada ze strachu, a w niebieskich oczach widać było łzy.
- Dość! – krzyknęła drżącym głosem. Pięści zaciskała tak mocno, że bielały jej knykcie, a nierówne paznokcie przebiły skórę dłoni. – Zgodziliście się nam pomóc – dodała, gdy zapadła cisza, a wszystkie oczy skierowały się na nią. – I wzięliście mnie, jako zapłatę. Teraz róbcie, co do was należy – przy ostatnich słowach Jarra w końcu opanowała głos. Jej ton teraz był prawie tak władczy, jak wcześniej Nevarii lub Remleusa.
Pośród obrońców wioski Gallan zapadła niezręczna cisza. Nawet potężny rumak Remleusa położył po sobie uszy, jakby był czegoś winny. Nonariel pierwsza schowała broń, a następnie wszyscy poszli za jej przykładem. Jeszcze przez długą chwilę nikt się nie odezwał. Nikt nie wiedział, co powiedzieć. W końcu w kilku prostych zdaniach ustalili, że posilą się i podejmą podróż po krótkim odpoczynku. Podróżując przy świetle księżyca, i potem znowu od świtu, powinni dotrzeć do Gallan przed południem następnego dnia.

Nowi obrońcy Gallan zbliżali się do wioski. Kilkanaście długich chat zebranych w jednym miejscu otaczał tylko lekki wał z ziemi, pozostałość po dawno zburzonej palisadzie. Droga prowadząca do wioski była kiepsko utrzymana i wyraźnie rzadko używana. Nikt nie witał nowo przybyłych. Nikt nawet nie wypatrywał ich z okien. Wyglądało jakby wioska była opuszczona.
Obrońcy Gallan wjechali w milczeniu. Dopiero, gdy dotarli do centrum wioski, to pierwsze mieszkanki zaczęły wychodzić ze swoich domów. W ciszy wszystkie zebrały się w cieniu wieży ciśnień. Było ich prawie czterdzieści. Poczynając od dziesięcioletniej dziewczynki do bezzębnej staruchy wspierającej się na dwóch laskach. Dwie grupy – mieszkanek i przybyszów – dzieliło kilka metrów. Przez chwilę mierzyli się nawzajem. Nikt nie był zadowolony.
Ciszę w końcu przerwała Danima.
- Przybyli nam pomóc. To dzielni wojownicy, którym przewodzi weteran Żelaznej Falangi, trybun Remleus. Poprowadzi nas do bitwy i zwycięstwa nad Napiętnowanymi Diabłami.
- Bitwy? – parsknęła w odpowiedzi jedna z kobiet. – Zostaniemy zmasakrowani.
- Jalira ma rację- odezwała się kolejna. – Lepiej żyć, niż ginąc na próżno.
Z tłumu dobyło się kilka dobyło się kilka potakujących głosów.
- Mówiłyśmy ci, abyś nikogo nie przyprowadzała – Jalira wystąpiła przed tłum. Była wyższa od krępej Danimy i teraz patrzyła na nią z góry. – Przynosisz nam tylko fałszywe nadzieje – jej płaską twarz przebiegł wyraz pogardy. – A ty? – zwróciła się do Jarry. – Na co się zgodziłaś, aby skusić tych wojowników? – splunęła pod nogi muła, na którym wciąż siedziała niewolnica.
Wyraźnie miała zamiar kontynuować swoje wyrzuty, ale przerwał jej władczy głos.
- Jak śmiesz śmieciu? – Nevaria zręcznie zeskoczyła z konia i zbliżyła się do chłopki. Choć złotowłosa arystokratka była o niższa od Jaliry, to wciąż wydawało się, że nad nią góruje. – Ta dzielna dziewczyna poświęca się dla was, a ty śmiesz pluć jej pod nogi? Nie jesteś godna lizać jej stóp. Żadna z was nie jest godna lizać ziemi, po której stąpała, a co dopiero być ocalonym dzięki jej poświęceniu. Wszystkie jesteście już niewolnicami Napiętnowanych Diabłów. Tylko ona zdała sobie z tego sprawę i postanowiła poświęcić swoją wolność i cierpieć za waszą. A wy śmiecie pluć na jej poświęcenie?
Nevaria przerwała czekając i obserwując reakcję tłumu. Była pewna, że jej mowa wypadła by lepiej, gdyby potrafiła sobie przypomnieć imię jej nowej niewolnicy. Jednak sądząc po zawstydzonych twarzach kobiet i tak jej się udało. Uśmiechnęła się wewnętrznie. Wciąż na zewnątrz miała wyraz pogardy, ale wiedziała, że nie tylko udało się jej przekonać kobiety do walki, ale też pokazać, jako przywódczyni grupy obrońców Gallan. Miała właśnie dokończył tego dzieła, ale przerwał jej Remleus. Powiedział prawie dokładnie, to samo, co ona planowała, ale wciąż siedział na koniu niczym prawdziwy wojskowy trybun.
- Jarra, pokaż nam nasze kwatery. Przynieście nam jadło, picie i zajmijcie się naszymi końmi – przy każdym rozkazie wskazywał inną kobietę. – Mamy mało czasu i wiele do zrobienia.
To zakończyło wszelkie dyskusje.

Comments

Witold_Fiore_Hess Witold_Fiore_Hess

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.