Legendy Magii Cienia

Dama w opałach (znowu!)

- Nikt nie będzie kradł nam niewolnicy! – próbowałam krzyczeć, ale pnącza skutecznie zmieniały mój krzyk w kwilenie podduszanego dziecka.
Ci, którzy mogli zerwać się do biegu, bo albo zdołali się uwolnić, albo nie tkwili w gąszczu roślin błyskawicznie zerwali się ze swoich miejsc i zapuścili w ślad za znikającą w lesie Jarrą. Mój kruk, Nevermore poszybował za nimi. Zostałam na polanie Czaszką, Nanokiem i Remleusem. Ten ostatni skutecznie powstrzymywał pozostałych przed rzuceniem się sobie do gardeł, gdy usłyszeliśmy zbliżający się tętent kopyt.
- Będzie ze czterdziestu chłopa – zawyrokował Remleus. Patrzyłam na niego przerażona, zastanawiając się, w którą stronę uciekać.
- Stańmy i walczmy. I tak nie mamy gdzie uciec – odparł bojowo nastawiony Nord.
Szczerbata Czaszka tymczasem, jakby zupełnie nieobecny, szukał w trawie resztek dziadka, które od wewnętrznej strony mieniły się dziwnie, odsłaniając połyskujące na nich znaki.
Wskoczyłam na konia chcąc dogonić i zawrócić na polanę resztę drużyny, a Remleus z Nanokiem zabrali się za rozciąganie liny-pułapki.
Szaleńczym galopem wjeżdżałam w las, kątem oka dostrzegając tylko pierwszy moment starcia na polanie i odłączającą się grupkę konnych podążających w ślad za mną. Ścigając mnie napotkali jednak Czaszkę wciąż brodzącego w trawie za kośćmi dziadka. Mag, nie chcąc zostać stratowany, rzucił potężne zaklęcie. Pięciu z ścigających mnie już nigdy nie zobaczy zachodu słońca. To dodało mi trochę otuchy, ale pościg wciąż był za mną.
W tym samym czasie mój kruk oraz towarzysze skutecznie dali sobie radę z wielką, czteroręką małpą i odzyskali Jarrę. Ashtariae, zaalarmowana odgłosami walki, przerzuciła nieprzytomną dziewczynę przez siodło i ruszyła pędem w naszą stronę. Znalazłyśmy się, galopujące na złamanie karku w leśnej gęstwinie.
- Jest ich z czterdziestu, to Błękitnokrwiści – wysapałam – Potrzebujemy wsparcia. Kilku chyba nadal za mną biegnie.
- Trzeba ściągnąć pozostałych. Jeśli wygramy tę bitwę zostaną już tylko Czarne i Błękitne Dłonie – siliła się na sarkazm Ashtariae. – Nasi tam nie mają koni. Trochę to potrwa.
Świst strzały przeszywającej powietrze przerwał rozmowę. Koń kurtyzany zachwiał się, ta szybko zeskoczyła i ściągnęła z jego grzbietu wciąż nieprzytomną Jarrę, pozwalając osunąć się zwierzęciu na ziemię. Zaklęła pod nosem. Druga strzałka wbiła się w ściółkę pod kopytami mojego konia.
- Muszę udzielić mu pomocy, może przeżyje – mamrotała Ashtariae.
- Głupia, uciekaj – krzyknęłam. – Spróbuję ich odciągnąć! – zawróciłam konia i pognałam w głąb lasu, mając za sobą przynajmniej dwie wrogie gildie.

Comments

Witold_Fiore_Hess d00mka

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.